Zastrzyk pozytywnej energii - wywiad z trenerem Markiem Mandlą
Prezentujemy wywiad, który ukazał się na stronie portalu sportowebeskidy.pl z trenerem BKS Stal Markiem Mandlą.
Po zwycięstwie nad Victorią Częstochowa, w szatni Pańskiej drużyny panują chyba już zdecydowanie lepsze nastroje…
To zwycięstwo pozwoliło moim piłkarzom ponownie uwierzyć w siebie. Wcześniej, jak to w życiu bywa, brakowało nam troszeczkę szczęścia. W meczu z Victorią nie potrzebowaliśmy szczęścia, tylko byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą. Pod względem psychologicznym był to dla nas mecz przełomowy.
Jakby Pan w kilku zdaniach scharakteryzował Skałkę Żabnica – waszego najbliższego rywala, która jest już nieco inną drużyną niżeli w minionym sezonie?
Zmiany w tym zespole nie oznaczają, że Skałka jest słabsza. Jest to inna drużyna, ale trzeba też zauważyć, że kilku zawodników z minionego sezonu tam pozostało i stanowią oni niejako trzon. Nasze mecze ze Skałką zawsze należały do ciekawych widowisk i tego kibice w Węgierskiej Górce mogą się spodziewać w najbliższą sobotę. Będziemy starali się przygotować do tego meczu jak najlepiej, ale szczerze mówiąc nie ma dla mnie różnicy czy gramy ze Skałką, Startem Bogdanowice czy Victorią Częstochowa. W każdym meczu gramy o zwycięstwo, bo takie są przecież reguły tej gry!
Jakby na to nie spojrzeć, jest to mecz derbowy. Żadnych szczególnych emocji nie odczuwacie w związku z powyższym faktem?
Absolutnie nie. Największe emocje towarzyszyły nam właśnie w ostatnim meczu z Victorią, bo chłopcy potrzebowali tego przełamania, choć nie można było mówić o jakimś wielkim dołku BKS, bo my jeszcze dwóch spotkań z rzędu nie przegraliśmy. Wydaje się, że teraz znowu powróciliśmy na dobrą drogę i do meczu ze Skałką będziemy lepiej przygotowani mentalnie.
Jak kształtuje się sytuacja kadrowa w Pańskiej drużynie przed tą potyczką?
Zagramy bez Damiana Zdolskiego, bez którego gramy już prawie pół rundy. Mieliśmy i mamy zawsze jakieś problemy kadrowe, ale to są czynniki, na które do końca nie mamy wpływu. Dzisiaj są wszyscy zdrowi, ale za oknem mamy zdradliwą aurę i zawsze może przyplątać się jakaś infekcja. Wcześniej mieliśmy więcej problemów tej natury. Różne przeziębienia powodowały, że niektórzy zawodnicy nie mogli trenować, a co za tym nie mogli współpracować na zajęciach ze swoimi kolegami. Później na boisku takie detale wychodzą, a o zwycięstwach właśnie decydują często takie niuanse.
Rozmawiał Paweł Hetnał







